Czarne. Namtra czeka na kupca
Puste magazyny, przerażeni widmem bezrobocia pracownicy i mnóstwo długów. Spółka Namtra z Czarnego ogłosiła upadłość i czeka na kupca. Zatrudnienie na dzień decyzji o upadłości wynosiło tu w sumie 71 osób, w tym 51 w Czarnem i 20 w Okonku. Docelowo firma zatrudniała jednak nawet 120 osób. Produkowano tu galanterię ogrodniczą. 95 procent produkcji szło na eksport. Teraz...
- W tej sytuacji szybka sprzedaż to najlepsze, co można zrobić - mówi Władysław Sowirka, syndyk masy upadłościowej Namtry. - Moim zadaniem jest zaspokojenie roszczeń wierzycieli. Zakładam sprzedaż obu firm w całości. W przypadku sprzedaży części mienia zakład straciłby szansę w na wznowienie produkcji. Coś muszę sprzedać, ale będą to maszyny, które nie są niezbędne dla funkcjonowanie firmy jak na przykład samochody. Z pewnością nie zamierzam sprzedawać części linii technologicznej. Każda upadłość jest trudna i każda jest inna. Najtrudniejsza jest oczywiście dla pracowników, ale też i dla kontrahentów. Już teraz niektórzy dzwonią z informacją, że grozi im licytacja z powodu niezapłacenia im przez Namtrę.
W bardzo trudnej sytuacji są pracownicy spółki, którzy od czerwca nie otrzymywali wynagrodzeń. Aby spłacić ten dług syndyk wystąpił o przyznanie zwrotnej pożyczki z Państwowego Funduszu Świadczeń Gwarantowanych. Jednak najbardziej realny termin wypłacenia pieniędzy to wrzesień. Z dwóch części spółki w dużo lepszej sytuacji jest obecnie ta w Okonku. Tam pojawił się dzierżawca i szansa na ponowne zatrudnienie.
- W ubiegły piątek podpisaliśmy korzystną umowę dzierżawy z prawem pierwokupu z firmą z rejonu pilskiego - informuje syndyk. - Od 17 sierpnia mają zatrudnić 5 byłych pracowników, we wrześniku kolejnych 40, a docelowo jeszcze w tym roku łącznie 100 ludzi. To dobrze rokuje. Myślę, że najpóźniej do 15 października tę część firmy można by już sprzedać. W Czarnem - na razie czarno widzę.
- O kłopotach firmy słyszeliśmy od jakiegoś czasu. Umawiano mnie na spotkanie z jej prezesem, niestety - nie doszedł. To trudna sytuacja - mówi Jan Zieniuk, burmistrz Czarnego. - ?Namtra? była jedną największych firm w naszej gminie. W dobrych latach zatrudniała ponad 100 osób. Będziemy myśleć co teraz. Może dla części pracowników uda się znaleźć zatrudnienie w innych zakładach. Przedyskutujemy to wspólnie z kierownikiem urzędu pracy.
Jak pomoc może zaoferować Powiatowy Urząd Pracy?
- To zależy od sytuacji, w jakiej znajdują się pracownicy. Możemy zaoferować im szkolenia, kursy kwalifikacyjne czy prace interwencyjne. Być może ktoś spełnia już warunki, aby przejść na przykład na świadczenia przedemerytalne. W najbliższym czasie spotkamy się z syndykiem i pracownikami, aby to omówić - dodaje Marek Czechyra, kierownik PUP.
Pierwszy przetarg na kupno ?Namtry? powinien ukazać się w połowie września. To trzecia duża firma, która upadła w ostatnich dwóch latach w powiecie człuchowskim. Kilka miesięcy temu głośno było o problemach Seeger Dachu w Rzeczenicy. Na szczęście firmie udało się przetrwać. W ubiegłym roku przestał istnieć debrzneński Demet. Tu także można mówić o szczęściu w nieszczęściu. Syndyk sprzedał bowiem firmę w trzy miesiące po zaprzestaniu produkcji. Nowy właściciel postawił zakład na nogi i zaczął zatrudniać ludzi. Ten sam syndyk zajmuje się teraz upadłością Namtry. Czy będzie miał równie szczęśliwą rękę?
- W przypadku Demetu sytuacja była o wiele lepsza. Istniały jeszcze zapasy w magazynie, przez trzy miesiące prowadziliśmy jeszcze produkcję - mówi Władysław Sowirka, syndyk masy upadłościowej Namtry. - Tu magazyny są puste, prąd odcięty, a co gorsza firma ma zaległości płacowe za blisko trzy miesiące. Jestem w trakcie pisania wniosku o pożyczkę do Funduszu Świadczeń Gwarantowanych, aby wypłacić w pierwszym rzędzie pieniądze pracownikom. Potem trzeba będzie pomyśleć o zaspokojeniu wierzycieli.